uniwersytet/uz/zielona górra

Alma mater zaściankiensis

Jaki jest nasz uniwersytet? Z kuluarowych dyskusji , studenckich opowieści naszkicowała się wizja uczelni nie zawsze współczesnej, uczelni dość konserwatywnej, w której spotkamy nietolerancję światopoglądową, uczelni w której spotkamy fundamentalistycznych wykładowców o konserwatywnym światopoglądzie. Aż się cieszę że na naszą uczelnię niemal nie przybywają zagraniczni żacy, bo mieliby nie lada problem, skoro mają go ci tutejsi.

Nie tak dawno przez rok prowadziłem ćwiczenia dla studentów ze statystyki i matematyki na pewnym brytyjskim uniwersytecie ulokowanym na szczycie listy 500 najlepszych uniwersytetów świata. Studenci potrafili na zajęcia przyjść w blond peruce z warkoczami i japońskim dresie-pidżamie w różnokolorowe małpki. Uniwersytet wg sposobu ubierania się studentów przypominał jeden wielki skejtpark, zresztą z takowym przybytkiem sąsiadował. O tym, że skejtparkiem nie jest, przypominały powieszone na każdym słupku czy ławce tabliczki o zakazie używania deskorolek na terenie uczelni. Arcyluźna atmosfera nie przeszkadzała w ciężkiej pracy kadry naukowej.

Na tej uczelni jako osoba z zagranicy uczestniczyłem w ciekawym programie, który oceniał materiały reklamowe uczelni kierowane do zagranicznych kandydatów. Studentka z Jamajki zdecydowała się wybrać tą uczelnię ponieważ na prospekcie byli studenci z dredlokami, a uniwersytet w opisie wyznań studentów miał także jej wiarę. Azjaci wybrali go ponieważ postacie na folderach miały skośne oczy etc. Moja praca w komisji egzaminacyjnej, w której mogłem przyglądnąć się mieszance rasowej poszczególnych roczników pokazywała że uczelnia ta de facto żyła z uczenia połowy świata.

A temat ten mi się przypomniał dlatego iż przed chwilą rozmawiałem z byłym adeptem UZ-etu, który był zdania iż niektórzy wykładowcy oceniają bardziej wygląd i światopogląd studentów niż ich wiedzę. Z kolei inni studenci opowiadali niewiarygodne historie o wykładowcy mającemu radiomaryjne poglądy, który ocenia u studentów przede wszystkim ich konserwatyzm, i na którego egzaminie poprawna jest tylko radiomaryjna, ksenofobiczna interpretacja świata. By zdać, indagowani o „dyskusyjne” kwestie studenci zatajają swój prawdziwy światopogląd, i kłamią pod oczekiwania konserwatysty pytającego z poglądów raczej niźli z wiedzy.

Nawet moje prywatne rozmowy z wykładowcami alma mater monsviridiensis pokazują iż ci mają raczej mocno konserwatywny światopogląd. A z tego co usłyszałem od studentów, to wynika że narzucają go podczas egzaminów swym studentom. Nie tak wyglądasz? Nie tak się nosisz? Oblałeś bo to ja tu rządzę!

Kodowanie egzaminów jest europejskim standardem, w Polsce wprowadzonym tylko na nielicznych uczelniach. Wprowadzenie go w Zielonej Górze spowoduje, że totalitarni wykładowcy usiłujący zakończyć karierę tych którzy nie pasują im wyglądem, poglądami czy stylem, będą musieli skapitulować. Egzaminy byłyby takie jak w Europie: pisemne, a na arkuszach byłyby tylko numery immatrykulacyjne studentów. Nawet owa brytyjska uczelnia skrupulatnie takie metody stosowała, tolerując w swych szeregach również wykładowców-rasistów, przeciwko którym organizowano nawet demonstracje, o ostrych prasowych krytykach nie wspominając.

Na przeszkodzie dla takiej reformy stoi totalitarna chęć kontrolowania wolności wyznania czy światopoglądu przez władze uczelni, w tym choćby rektora zamykającego kluby grające „złą” muzykę. Alma mater monsviridiensis jest skazana na mierność choćby z powodu prześladowania „tych innych”. Ci nieliczni zdolni studenci z miasta, którzy zostali na miejscu związani np. miłością do innej osoby i nie wyjechali tak jak cała zdolniejsza reszta do innych ośrodków, opowiadają wstrząsające historie swych karier na tutejszej uczelni zakończone trzaskiem tak silnym, że tynk wyskoczył spod framugi drzwi. Jeśli po pobieżnym rzucie oka okazuje się że nawet oni mają gigantyczne problemy z tutejszą często ultrakonserwatywną kadrą, to jest to sygnał że skrzecząca rzeczywistość tutejszego uniwersytetu to prześladowania za ubiór, makijaż czy fryzurę, i że to jest regułą raczej niż incydentem.

W Zielonej Górze nie uświadczysz zagranicznych studentów. Uczelnia zdaje się nie uczestniczyć w typowych programach studenckiej wymiany międzynarodowej (Erasmus, Sokrates). I bardzo dobrze! Co by się bowiem stało, gdyby ktoś z zewnątrz, inaczej ubrany czy inaczej się zachowujący, trafił np. na katolickiego wykładowcę- homofoba? Kto by go obronił, skoro dotychczasowe ofiary znikąd pomocy uzyskać nie mogły, a uczelniane organy rozkładały bezradnie ręce? Wrocław przyciąga tłumy zagranicznych studentów-gejów ponieważ ma famę miasta tolerancyjnego. Moja wizyta na tamtejszej imprezie dla studentów zagranicznych, tzw, erasmusów, pokazała że przy wyborze miasta studiów zagraniczni studenci uważnie wczytywali się w opinie o mieście. Wypada się cieszyć, że ci nie trafili do naszego miasta by trafić na profesora-fundamentalistę podczas ustnego egzaminowania.

W grupie moich studentów na owej brytyjskiej uczelni większość stanowili cudzoziemcy. Jak jest w Zielonej Górze? Ależ rozglądnijcie się! Nie ma ich? I bardzo dobrze, ale głównie dla nich, bo przecież nie dla żyjącego ze studentów miasta.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s